czwartek, 26 kwietnia 2012

Karty winnicą pachnące

  
W Dniu Książek dotarła do mnie paczuszka z kuchnipełnejsmaków  :).
Dwa tomiki Ferenca Máté, pisarza, który wraz z żoną malarką przeprowadza się do Toskanii, żeby zrealizować swoje marzenie o własnej produkcji wina.
    I wróciły wspomnienia dotyczące pnących się winorośli, zbiorów słodkich gron i chłodnej piwniczki pełnej omszałych butelek. Bo odkąd pierwszy raz ujrzałam winnicę, było to w dawnych i jeszcze nieletnich czasach, marzyłam o zostaniu właścicielem takiej właśnie posiadłości. I choć przysłowie "chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach" jest w moim życiu jak najbardziej adekwatne, to to niespełnione marzenie gdzieś tam się tli.
    Wbrew pozorom nie były to winnice francuskie czy włoskie. Pierwsze z jakimi miałam styczność to winnice reńskie,  w okolicach Bonn, zadziwiająco małe, niskopienne, rodzinne, usytuowane nad samiutkim Renem. Gdzie klimat zbliżony wydawał się do naszego i nieodpowiedni dla wiotkich pędów z wielkim apetytem na słońce.
    Z czasem oczywiście dowiedziałam się, że produkuje się tam głównie białe wina, ponieważ potrzebują mniej słonecznych godzin niż statystyczne 1500 :).
Ale te, które mam zawsze przed oczami, ilekroć zamknę powieki, które obudziły to pragnienie, to porośnięte winoroślą strome zbocza Szwajcarii, skąpane w południowym słońcu. Takie widziałam spoglądając w dół i choć minęło już sporo czasu od tamtego momentu, obraz jest nadal niezmącony.
    Były to czasy dawne, mocno nieletnie, gdzie pinot noir czy cabernet sauvignon nic mi nie mówiły, a już kompletnie nie przyszłoby mi do głowy zastanawiać się nad temperaturą podania, by lepiej uwydatnić bukiet. Etykieta ze skrótem A.O.C. czy A.O.V.Q.D.S. brzmiącym jak tajny kod, prosiłaby się o odszyfrowanie przez speca rodem z tajnego zgromadzenia templariuszy.
   Potem były czasy bardziej letnie, poznanie niektórych zasad i trików ( np.błyskawiczne schłodzenie szampana osiągniemy wrzucając garść soli do lodu, w którym umieszczamy butelkę ;) i powroty z Francji z bagażem, którego główną zawartość stanowiły rozmaite butelki pieczołowicie zawinięte w ubrania i poukładane równiutko, żeby w czasie trzydziestokilkugodzinnej podróży autobusem nie wydał nas ich dźwięk

    I choć powstają też winnice w Polsce i nawet nocowałam w takiej małej, niezwykle urokliwej prywatnej winnicy  :), jakoś nie kojarzą mi się z naszym klimatem... 
Te braki rekompensuję sobie poniekąd mężem z domieszką włoskiej krwi po prapradziadku i lampką wina co rusz, cóż, na razie musi wystarczyć ;)...

32 komentarze:

  1. Oby marzenia się spełniły,pająk piękny
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje, piwniczkę z pięknymi sklepieniami już mam... - pustą :)

      Usuń
    2. Nie od razu Rzym zbudowano :)

      Usuń
  2. Matko!
    Ale wspanienia obudziłaś... Chyba wrócę wieczorem do zdjęć moich archiwalnych.
    Dzięki!
    A to pierwsze zdjęcie to kwintesencja piękności tych winnic.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciepłe, popołudniowe, późno wrześniowe słońce... w Polsce :)

      Usuń
  3. Winnica mi się nigdy nie marzyła, w moich planach pasy słoneczników przeplatane lawendą, takie marzenia do spełnienia...na emeryturze :-)). Za Twoje związane z winnicą trzymam kciuki :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, bo my we Francji bliżej Bordeaux byliśmy niż Prowansji i to pewnie dlatego te rejony winiarskie potem pokutują bardziej niż marzenia o lawendzie :)

      Usuń
  4. Zachwyca mnie pierwsze zdjęcie! Przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, cała słodycz w świetle popołudniowego słońca ;)

      Usuń
  5. jak tylko jest okazja fotografuję się na tle winnicy i opowiadam znajomym ,że to moje zdjęcie z przyszłości na tle mojej posiadłości :-) .chyba nas to samo pragnienie dopadło . Póki co lampeczka na zdrowie albo cin cin jak to Włosi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :), moja córka, jak oglądam pałace we Włoszech zawsze pyta "kupujemy?" :)

      Usuń
  6. Jo, ale ładnie napisałaś... Cieszę się, że ksiazki przyszły akurat w Dzień Ksiazki:) Lampka wina w Twoim towarzystwie mi się marzy... Myslę, że duzo mogłabyś mi o winie opowiedzieć. Ferenca Mate czyta się z wielką przyjemnością. Niedawno wyszła kolejna jego książka "Mądrośc Toskanii". Zdjęcia cudowne:). Wizyta w takiej winnicy mi się marzy...
    Uściski serdeczne, Jo!
    p.s nie odpisuję, bo w domu nie mam internetu - teraz piszę z pracy - musiałam zareagować dziś na Twój post:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post dzięki Tobie :), za książki jeszcze raz dziękuję, a na lampkę niezmiennie zapraszam :)

      Usuń
  7. Jo :-))) Niech się spełni, czary-mary!
    zdjęcia z klimacikiem, oj, zachciało mi się wakacji :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :), u nas lato właściwie dziś jest (+ 25C w cieniu), a zdjęcia z jesieni ;)

      Usuń
  8. mmm! Urokliwe miejsca.
    Polskie wino podobno nie ma takiego smaku i więcej goryczy w sobie, ale nie wiem, jak jest na prawdę, bo nie miałam okazji spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój tato zasadził jakiś czas temu krzewy winogrona i teraz z pieczołowitością je pielęgnuje :-) Może kiedyś coś z tego będzie, kto wie :-) W Polsce, właśnie w tych rejonach, które ostatnio pokazywałam na blogu :-)
    A Tobie życzę spełnienia marzeń, piwnica jak widać jest tym pierwszym krokiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. pieknie to opisalas jak zawsze - gdybys kiedys wydala jakas ksiazke to z chcecia bym ja kupila i przeczytala.. - masz fajny styl opisywania .... . cos co przyciaga jak widze Twoj nowy wpis zeby wejsc i po prostu przeczytac... i choc sama prowadze troche inny rodzaj blogu ( taki mix przeroznych moich wlasnych wspomnien z Niemiec - od ulubionych smakow, przepisow po nowinki kosmetyczne a ostatnio nawet odwazylam sie wstawic swoje prace florystyczne )- to z ogromna przyjemnoscia czytam Twoje wpisy - zupelnie inne niz moje - i czekam na wiecej!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagoda
      domowe polskie wino jest dobre :), butelkowe też się zdarza, ja lubię nietypowo: białe Bordeaux i wina różowe :)

      Dag
      na pewno będzie piękny widok, niesamowity cień w skwar i słodycz jesienią :)

      blaubeere
      :), jak coś wydam, to na pewno dam znać, a jak znajdziesz wydawcę, to pójdzie szybciej ;)

      Usuń
  11. śliczny ten pajączek :) ale jakie on cuda potrafi wykonac :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nigdy nic nie wiadomo ;) od czegoś trzeba zacząć, masz już marzenie i piwniczkę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, niby pusta, ale 200-letnia, może trzeba się jej bliżej przyjrzeć ;)

      Usuń
  13. Życzę spełnienia marzenia!!!
    Cudne ujęcie pająka.

    OdpowiedzUsuń
  14. apetyczneW i Heidi - zauroczył mnie wtedy bardzo, jak cały wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeszcze nigdy nie byłam w winnicy... Na razie pozostaje mi czytanie książek, w których jednak często pojawia się ich motyw ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce jest ich coraz więcej, choć oczywiście nie tak, jak we Włoszech czy Francji

      Usuń
  16. oo tak ! zazdroszczę Ci tego wiogrona .. :)) .. piękny ostatni kadr. Pozdrawiam, www.monika-paula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Thank you so much for your nice visit! I like so much your blog and your photos, I follow you!
    Cinzia

    OdpowiedzUsuń
  18. My byliśmy z Mężem w Toskanii w zeszłym roku - wspaniała kraina pełna pięknych krajobrazów i samych pyszności z winem włącznie :) Mieliśmy to szczęście gościć w tzw. "fattoria', gdzie degustowaliśmy różne rodzaje wina, podjadaliśmy włoskie wypieki z przepyszną oliwą oraz wędliny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam Twoje zdjęcia :), wrażenia musiały być niesamowite, i te dla oczu i te dla ducha i przez żołądek ;)

      Usuń