sobota, 28 lipca 2012

Złoto północy...


    Wystawa Bursztyn złoto północy w ramach XV Lwóweckiego Lata Agatowego przyćmiła inne wystawy nie tylko z powodu tego, że była wystawą główną. Spodziewałam się bursztynu w wielu kolorach, inkluzji ( czyli zatopionych w żywicy owadów ), ale nie spodziewałam się wyrobów jubilerskich tej klasy.
Wystawa niesamowita, w niezwykłej oprawie w Sali Mieszczańskiej przepięknego ratusza, którego początki sięgają XIII wieku i Bolesława Rogatki, ze wspaniałymi sklepieniami.
Prezentowane okazy i wyroby pochodziły z Muzeum Geologicznego w Warszawie oraz kolekcji Lucjana Myrty, Jolanty i Jacka Szczerbów o wadze od kilkuset gram do kilku kilogramów, niektóre z inkluzjami wielkiej ważki, patyczaka, termita  oraz jaszczurki z kleszczem (jak informowali organizatorzy).
Zegary, szkatułki i kufle, mimo iż współczesne, godne Bursztynowej Komnaty :).
Zdjęcia nie najlepsze, bo ani sprzęt ani właścicielka do profesjonalistów nie należą, ograniczone pole manewru i brak możliwości użycia lampy  błyskowej, ale nie mogłam się oprzeć, żeby kilku nie pokazać :).

 


sobota, 21 lipca 2012

Dom to nie mury, to ludzie...

    Czasem pytacie jak mieszkam. Zwyczajnie. Rano budzą mnie promienie wschodzącego słońca. To atut dawnego budowania w stylu katedr ze wschodu na zachód. Kładę się spać z widokiem na księżyc, podróżujący ponad dachami, odkąd wiadomo, że to księżyc krąży wokół Ziemi :). W nie urządzonej sypialni. Z tapetami w moro kolorze po poprzednich właścicielach :). I cieszę się, że nie urządziliśmy przedpokoju w zeszłym roku, bo byłby do ponownego remontu, po tym jak trzy razy nasz dom okryły kłęby dymu niczym z filmów grozy, gdzie demon strumyczkiem pary wyłania się ze szczeliny a potem rośnie niczym dżin po odkręceniu butelki :). I tak cud, że po trzecim razie fachowcy trafili na właściwy komin :).
Bo mimo iż lepsze jest wrogiem dobrego, o domu stanowią ludzie i atmosfera, a nie perfekcyjnie urządzone wnętrze. Zamiast nowej narzuty wolę zapach domowego ciasta, zamiast komody - wieczorne spacery. I choć chciałoby się czasem mieć już zrobione "po swojemu", to nie warto za wszelką cenę. Robimy powoli, jak większość z Was, sami w wolnej chwili, której brak ;). I sporo przed nami. Mało zmian, raczej oswajanie tego, co jest, ale takie małe zmiany mogą dać niezwykłe efekty. Dlatego pokażę łazienkę, bo to już za nami :). W blasku popołudniowego słońca. Lubię ją, mimo iż sama zrobiłabym znacznie prostszą. Ale taka była. Zmieniliśmy tylko kolor i dodatki. Wieczorem na ścianie buszują dwie tęcze - taka codzienna dawka magii, która potwierdza nasz wybór. I widok z wanny na gwiazdy.
To wpis dla tych, którzy zachwycają się kolorowymi magazynami (też się zachwycam) i wracają do brutalnej rzeczywistości swojego mającego wiele do życzenia wnętrza.
Miło jest pięknie mieszkać, ale do tego nie trzeba radykalnych przemeblowań, wystarczą kwiaty, poduszki, zdjęcia, ale jeszcze milej jest mieć z kim je dzielić i wypełniać atmosferą miłości.
Jesteśmy tu tylko na chwilę, zamiast pakować całą energię w  remonty, ofiarujmy trochę czasu sobie i innym. I tylko to liczy się naprawdę...

a tu zdjęcie przed, które pochodzi z ogłoszenia o sprzedaży mieszkania

niedziela, 15 lipca 2012

Nie najstarszy browar a agaty...

    
    Tym razem nie piwo z najstarszego browaru w Polsce, a XV Lato Agatowe przywiodło nas do Lwówka Śląskiego. Jak co roku w tym samym terminie. I nie okażę się tu lokalnym patriotą jak powiem, że lubię je tak jak nasze ( a nawet bardziej ). Podziwiam profesjonalną organizacją  ( od ustawienia, prowadzenia koncertów, na wyznaczeniu i obsłudze stref parkingowych kończąc ) i zawsze niesamowitą wystawę minerałów.
Tym razem bursztyny. Ale każda poprzednia wywarła na mnie tak duże wrażenie, że jeszcze nie raz wracałam przy okazji pobytu we Lwówku lub przejazdu przez niego, bo jest co podziwiać i na wystawie i w ratuszu, gdzie jest organizowana i to bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów, a po Lwóweckim Agatowym Lecie w bardzo kameralnym nastroju. Wystawa zasługuje na osobny post, więc niektóre eksponaty pokażę później, bo takich bursztynów w życiu nie widziałam...
Tylko chyba raz nie było nas na tej imprezie i bardzo mi tej atmosfery brakowało. 
Mnóstwo kramików z minerałami z całego świata, wyroby jubilerskie, które można nabyć za ułamkową część tej sklepowej.

 
 
  
 

 
 

I całe sterty szaroburych agatów, które dopiero po przecięciu można sklasyfikować.
Wyglądają niepozornie jak ziemniaki, a często ukrywają prawdziwy skarb. Jedną z atrakcji jest możliwość zakupienia takiego kota w worku, poddanie go sile szlifowania i zabranie do domu :) (można też spróbować poszukać samodzielnie na polach np. w pobliskim Płóczkach Górnych, które z agatów słyną ;).

 



Dla tych, którzy wolą widzieć co biorą jest mnóstwo agatów w plastrach, bryłach, kolczykach, wisiorkach, broszkach czy zegarach...


Inne minerały też w formie gotowej lub półfabrykatów, wyroby rękodzielnicze, lniane, motyle, zioła doniczkowe i suszone, miody lane i pitne, jadło wszelkie, a nawet agatus - lwówecka moneta,  słowem, co dusza zapragnie :).