niedziela, 25 listopada 2012

Agonia z Bramą Brandenburską w tle


 
Agonia trwa tu od dawna...
Ukochany plener fotografów, gdzie pryzmaty słońca zlatują jak anioły i na 92 kolumnach układają się w słoneczny zegar ostatnich chwil, minut, godzin... Nikt nie wie, ile to jeszcze potrwa, ale też nikt nie chce podjąć próby reanimacji...
Autorstwo tej klasycystycznej perełki przypisuje się K.G. Langhansowi, temu samemu, którego Brama Brandenburska w Berlinie, piramida w ogrodach Poczdamu oraz wiele innych dzieł mają się nadzwyczaj dobrze. A żeliszowska sierota, na prostokącie z półkolistym zakończeniem z owalną nawą otoczoną opieką drewnianych empor leży już niemal krzyżem...
Neogotycka wieża z pracowni Gansla, bliźniacza siostra tej, która niczym obraz w moim oknie, malowniczo wraz z zachodem słońca żegna każdy mój dzień, próbuje dźwigać ciężar na sobie...
Agonia trwa tu od dawna, ale eutanazji nie będzie ...


 




 
Aby poczuć magię tego miejsca obejrzyjcie The Chapel a short film, którego autorem jest Patryk Kizny, a gra świateł i muzyka mnie zachwyciła...


poniedziałek, 19 listopada 2012

Zielona wyspa


    Najbardziej zielona z egipskich świątyń, nie zatopiona jak Atlantyda, mimo iż Jezioro Nasera chciało ją pochłonąć. Mieszka teraz na Egelice i nie już matką życiodajnych wylewów Nilu. 
Mimo iż nie przesadza się starych drzew, to w przypadku kamieni sprawdza się to dobrze. 
Pół kilometra od zatopionej przy budowie Tamy Asuańskiej wyspy, na nowym terenie, przeniesiona, nie protestuje, dumnie grzejąc się w słońcu. Ocalała.
I chociaż kult Izydy upadł, świątynia z File kwitnie... 

piątek, 9 listopada 2012

Tytułowy obelisk i oddech Tołstoja

   

Obelisk niczym ten z Egiptu: czarny, dostojny...
Wygrawerowany złotymi literami napis mieniący się w promieniach słońca.
U jego stóp czuwają wielkie lwy, witające słońce i żegnające jego ostatnie promienie.
Trzymają wartę honorową. Wieczną...

    Tytułowy obelisk to pomnik ku czci księcia Michaiła Kutuzowa, którym król pruski Fryderyk Wilhelm III kazał uhonorować zasługi tegoż generała.
Monument zaprojektowany przez Johanna Gottfrieda Schadowa i Karla Friedricha Schinkla (nadwornego rzeźbiarza i architekta króla Prus, wybitnych artystów XIX wieku, których wiele dzieł zdobi dzisiejszą stolicę Niemiec (w tym osławioną Bramę Brandenburską) i dawne tereny księstwa), mierzący 12,24 m wysokości i ważący bagatela 30 ton to jednocześnie najcenniejszy pomnik miasta. Ze złotymi napisami w języku niemieckim i rosyjskim zwróconymi w cztery strony świata.
Wykonany w 1819 roku w królewskiej odlewni w Berlinie ze śląskiego żelaza, przewożony, a właściwie spławiany etapami najpierw rzeką do Głogowa, a potem transportowany wozami na właściwe miejsce. Ustawiony honorowo w rynku, a następnie w roku 1893 roku przeniesiony na promenadę miejską ( ze względów na zmianę zapatrywań politycznych), gdzie śmiem twierdzić, ma się dobrze do dziś.

Osławiony zwycięstwem nad Napoleonem feldmarszałek Michaił Iłłarionowicz Goleniszczew-Kutuzow przybył do Bolesławca w kwietniu 1813 roku i była to jego ostatnia podróż za życia. Zmarł nie w wyniku obrażeń, a po burzliwym przebiegu choroby... ale jego postać po dziś dzień przewija się przez karty powieści "Wojna i pokój" Lwa Tołstoja. I dzięki tym kartom zyskał nieśmiertelność.
.



 



 

 


 


czwartek, 8 listopada 2012

O krok...od prywaty :)

   
    Wiem że czekacie na informację o konkursie. Nie, nie zostałam posiadaczką kolejnego aparatu, zresztą na to nie liczyłam, w myśl zasady jak sobie nie kupisz, to nie będziesz mieć - chyba że się wierzy w Mikołaja:), ale pragnę WAM bardzo podziękować, było o krok, jestem niezmiernie wdzięczna i mile zaskoczona ilością otrzymanych głosów :).
a zwycięskie prace można obejrzeć tu:
http://www.akademiasztukaterii.pl/pl/aktualnosci/wyniki_konkursu_sztukateria_jest_kobieta/    

Jesteście ciekawi tej tajemniczej kobiety ze zdjęcia? Oto ona, choć ja zdecydowanie wolę tą tajemniczą :) 


sobota, 3 listopada 2012

ZOO bliżej niż Wrocław

 

    ZOO jest naszym stałym punktem programu, kilka razy do roku.
Bardzo lubię to, które mam najbliżej. I choć wrocławskie bije go renomą, to wolę przyjechać do Goerlitz, bo nie ma tu tłumów. Jest małe, kameralne i ma ukochany przeze mnie zielnik, gdzie można ( naprawdę ;) zerwać porcję ziół na niedzielny obiad lub poczęstować się garścią poziomek prosto z krzaka.
Zajrzeć do wnętrza ula bez osłonięcia twarzy, wsadzić rękę w paszczę lwa i pobiegać za pawiami, aż spadnie im pióro.
Lubię je za dużą łąką na pikniki i place zabaw, gdzie można poczuć się wydrą ( albo wielkim starociem, jak się nie można później wyprostować :) czy wydoić krowę (tym razem oszczędzając tę żywą ;). Zetrzeć marchewkę dla świeżo wyklutych kurczaczków, zakręcić tybetańskimi dzwonkami i pokarmić kozy, podejrzeć toaletę wielbłąda i wspiąć się na bocianie gniazdo, aby wypatrzeć czaple. Są małpy, papugi, jeżozwierze, a nawet terrarium.
I choć słynie z czerwonych pand, przypomina bardziej gospodarstwo rolne niż park ze zwierzętami, i naprawdę widuje się tam opiekunów czule przytulających na zapleczu swoich podopiecznych (to z kogutem podejrzane przypadkiem ;).
Ma mnóstwo edukacyjnych, dwujęzycznych gier i z informacji praktycznych - jest niedrogie ( dorośli 4,5 euro, dzieci powyżej 3 lat 2 euro, wypożyczenie wózka 1,5 euro i sporo rodzinnych zniżek).
A do tego, jeśli tak jak my spróbujecie się upodobnić do zamieszkujących tu osobników, to większość zwierząt da się pogłaskać, a nawet przytulić (osiodłać nie próbowaliśmy ;).
I obowiązkowo spróbujcie lodów w ukochanym małpim kształcie ;).