sobota, 29 czerwca 2013

Spóźniona Sobótka...


Winno być w najkrótszą noc w roku...
za pogańskie korzenie przesunięto na później...
z Nocy Kupały na Świętojańską przechrzczono...
 już nie 21 czerwca noc pełna magii,
bez wróżb, palenia ognisk przeciw złym duchom...
 już nie na szczytach gór... i bez lubczyka w warkoczach...
 ale 9 ziół z 9-ciu miedz zebranych w przeddzień, splecionych w wianki w milczeniu,
wrzucone w ogień lub w wodę nadal kusi...
choć nie Janus o dwóch twarzach a Jan o czterech pomiędzy...

dlatego nie mam żalu, że u nas o tydzień później



 



Zauroczona musiałam Wam to pokazać - projekt Ogrody żywej tradycji pogranicza polsko-czeskiego, pokaz zorganizowany przez Muzeum Ceramiki w Bolesławcu i Krkonošské muzeum Vrchlabí w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca „Ziemia Bolesławiecka” i teraz zaczynam wakacje ;)

środa, 26 czerwca 2013

Będzie mi brak...

  
 
    Jedyne czego mi będzie brak, to tych hektarów pól dzikiej róży, które mijam w drodze do pracy.
Co rano otwieram na oścież okna samochodu, a zapach otula mnie niczym mgiełka pozytywnej energii na cały dzień. 
Zatrzymuję się na wydech w drodze powrotnej, żeby zatracić się w ich aromacie i widoku na Karkonosze, gdzie Śnieżne Kotły nadal jeszcze w białych sweterkach i czapach.
Ucieram płatki z cukrem, wydobywając krople różanej rosy, aby zamknąć w słoiku i uwalniać, gdy deficyt słońca będzie wprost proporcjonalny do nastroju ;).












 





 A tymczasem z nadzieją na rozgwieżdżone niebo, cykady i ciepły piasek pod stopami, już niedługo zmieniam Dolny Śląsk na Pomorze i Kaszuby.

piątek, 21 czerwca 2013

Oaza spokoju o minutę drogi stąd


   O tym miejscu wspominał mi mąż, ale pokazała nam Basia. Niecała minuta od Bolesławca w stronę Dobrej samochodem. Bliżej niż najbliższa wieś. Las, staw, plaża...oaza spokoju w zasięgu ręki.
Otwarta brama zaprosiła do wjazdu, promienie słońca rzucające cienie wskazywały drogę, wielki leśny parking nawoływał do opuszczenia dusznego wnętrza wehikułu i zaczerpnięcia haustu prawdziwego, świeżego powietrza z płuc Borów Dolnośląskich. I choć generalnie ranczo jest przeznaczone na imprezy zorganizowane, dzięki gościnności gospodarzy mogliśmy zakosztować uroków tego miejsca.
Ogromny ogrodzony teren, kanie o wielkości talerzy i to tych obiadowych, a nie spodków pod filiżanki, staw z wyspą i podbierakiem na plaży do łowienia pływających karpi. Malutkie kucyki żarłocznie wcinające soczyście zieloną trawę (uwaga na palce, jeśli zechcecie karmić łasuchy z ręki) . Świerszcze to jedyny dźwięk, jaki było słychać. Wieczorem może jeszcze żabi koncert, który najprzyjemniej chłonąć na romantycznej samotnej ławeczce na pomoście z widokiem na nenufary. 
Mnóstwo wolnej przestrzeni i sporo terenu zadaszonego na wypadek deszczowej aury. A dla miłośników sportów ekstremalnych - tory do jazdy quadami. I szopa pełna skarbów, z których kilka w postaci drewnianych skrzynek udało nam się przygarnąć (za zgodą właścicieli oczywiście ;)











Gdybym zawitała tu wcześniej, ostatnią imprezę zorganizowałabym właśnie tu ;), ale nic straconego, druga za jakiś czas przed nami ;).
A Wam radzę nie jechać w ciemno, tylko najpierw zadzwonić ;)
Ranczo Piotrowski  tel. 792650124.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

4000 i 5 czyli najazd ministrantów na pierwszą stolicę Polski


    Gdy mąż wspomniał, że wybiera się w okolice Gniezna, nie miałam wątpliwości, też jadę. W końcu byłam tam 20 lat temu...
Mieliśmy zostać wysadzeni w centrum i zająć się przyjemniejszymi stronami wycieczki.
Droga długa, za to przez jakie urokliwe - sądząc po nazwach - miejscowości, wśród których była i Dobra Nowina i Wieś Polska i wiele miejscowości, które krzyczały "tu urodził się..." czy "stąd pochodzi..." wymieniając wszem mniej i bardziej współczesne znane nazwiska.
Pogoda upalna i burzowa, przejeżdżaliśmy wyprzedzając o minuty, lub zostawiając za sobą burze. A potem na  przedmieściach zmiana planów, dostaję kluczyki i z pasażera staję się kierowcą.
Do katedry docieramy szybko, parkujemy tuż obok i jesteśmy mile zaskoczeni formą opłaty za postój (dobrowolna ofiara na renowację ). I zdziwieni wpatrujemy się w komitet powitalny... okazuje się, że oprócz nas jest zjazd ministrantów....jedynych 4000 ;). Mimo tej przerażającej liczby wchodzimy do katedry i raczej nie ma w niej tłumów...co innego na starówce, zwłaszcza w kolejce za lodami ;).
Pierwsza stolica Polski, która według legendy o Czechu, Lechu i Rusie stała się zalążkiem państwa polskiego, kwitnie. I mam tu na myśli nie tylko ogródki kawiarni, ale i odnowione kamieniczki, urokliwe małe sklepiki z antykami sprawiają, że spacer w tym mieście staje się bardzo przyjemny.






Choć oczywiście każdy przyjeżdża zobaczyć przede wszystkim katedrę, słynne Drzwi Gnieźnieńskie i złożyć pokłon przed relikwiarzem św. Wojciecha.








Zrobiony w 1662 roku gdańskim warsztacie złotnika Piotra van der Rennena srebrny sarkofag z charakterystyczną półleżąca postacią św. Wojciecha, do dziś budzi zachwyt. Wsparty na orłach oraz postaciach, reprezentantach swoich stanów: chłopa, mieszczanina, duchownego i rycerza. Patrząc na niego nikt chyba nie pamięta, że w marcu 1986 roku stał się ofiarą wandalizmu (złodzieje ukradli część relikwiarza, uszkodzili postać biskupa i przetopili sporą część srebra). Nie pierwszy raz zresztą relikwie świętego stały się pokusą i co naprawdę zawiera teraz srebrna trumna?
Według żywotów świętych i pochodzącego z XI wieku opisu męki z klasztoru w Tegensee św.Wojciech, biskup Pragi został w 997 roku zamordowany, a jego głowę odcięto od ciała i nabito na pal. Najpierw sprowadzono głowę, a potem resztę ciała. Wykupiony zresztą ponoć przez Bolesława Chrobrego za taka ilość złota, ile sam ważył. Gdy papież Sylwester II kanonizował misjonarza, część relikwii została zamurowana w ścianie katedry, część wyniesiona na ołtarze w relikwiarzach, a ramię podarowano Ottonowi III. Relikwie ukryte prawdopodobnie za ołtarzem zrabował i przewiózł do Pragi  w 1038 r. Brzetysław. Niemal 100 lat później podczas przebudowy świątyni odnaleziono zamurowany w ścianie relikwiarz głowy, który ostatecznie skradziono w 1923 roku i który do tej pory nie został odnaleziony. Kilka lat później wystąpiono do Watykanu z prośbą o przekazanie fragmentu relikwii, którą Bolesław Chrobry podarował Ottonowi III, do której to prośby ówczesny papież Pius XI się przychylił.
Co jest obecnie? Może lepiej nie sprawdzać ;). A zawiłe losy relikwii św. Wojciecha można prześledzić np. tu lub tu a najlepiej bezpośrednio w aktach kurii ;).

Długo w Gnieźnie nie zabawiliśmy, tym bardziej, że zaczęło padać i zanosiło się na burzę. Jeszcze tylko w drodze powrotnej pierwsze, rwane prosto z drzewa, nie ulepszane czereśnie ;).
Czy 12 godzin w aucie, z czego 6 za kółkiem było tego warte...co do tego nie mam żadnych wątpliwości ;).

sobota, 1 czerwca 2013

Najlepszego....bo każdy z nas jest dzieckiem ;)

 

Jeszcze ciut, ciut i będę, jak odzyskam zdjęcia z aparatu, który nie działa, opiszę naszą ostatnią rowerową wyprawę i zobaczę czy da się do niej jakieś zdjęcia dobrać, czy muszę wrócić po nowe z nowym sprzętem ( nadal jeszcze myślę jakim ;)



A póki co najlepszego na Dzień Dziecka ;), bo każdy z nas nim jest, tylko nie każdy się do tego przyznaje ;)