środa, 9 października 2013

Październikowe przesłanie...


W tym roku bliższa mi niż kiedykolwiek...

piątek, 4 października 2013

W lesie...

Jesienna magia lasu: wrzosy, ciepłe słońce i grzyby ;). 
Tylko to mieszane uczucia na widok grzybów...
Uwielbiam zbierać, choć znam się na tym...szkoda gadać. Rydza na pewno bym ominęła szerokim łukiem, skuszą mnie tylko podgrzybki i prawdziwki....z małym zastrzeżeniem, bo taki ze mnie znawca, że ostatnio krzyczałam do męża "stój, widzę całą polanę kani". Na co on spokojnie przejechał dalej, patrząc z pobłażaniem i pytając "masz na myśli te z czarnymi nóżkami?". No dokładnie te ;). W Wielkopolsce wołałam, "jak to twierdzicie, że u was nie macie prawdziwków, skoro ja znalazłam"....jak się okazało szatana....którego w dodatku mąż kazał mi polizać, żebym poczuła różnicę...
Cóż, w naszych Borach Dolnośląskich prawdziwków mnóstwo, skąd mogłam wiedzieć, że w innych rejonach deficyt ;).




Nadal patrząc na grzyby, dusząc je z cebulką na masełku, a potem nakładając na grzankę, miga mi przed oczami lista nie załatwionych spraw, jak skazańcowi przy ostatnio posiłku...dlatego Narodzie na weekend do lasu na grzyby, a dla mnie chyba bezpieczniej zbierać borówki ;)


Przepis na borówki:
2 litry borówek
4 małe, twarde gruszki
4 średnie, niezbyt soczyste jabłka
1/2 kg cukru (około pół kilo)
4-6 łyżek wody
Z wody i cukru zagotować syrop, wrzucić do niego pokrojone na ćwiartki, obrane gruszki i jabłka. Gdy zaczną się szklić, wrzucić umyte borówki i dusić około pół godziny. Gorące przerzucić do wyparzonych słoików lub od razu podawać do pieczeni ;).