czwartek, 31 grudnia 2015

Na koniec i początek


By dobro zawsze przeważało zło,
byśmy zbierali tylko dobre wspomnienia,
 potrafili marzyć i realizować własne marzenia ;)
Sobie i Wam, dziękując za kolejny wspólny rok ;).





czwartek, 24 grudnia 2015

Na święta

Radości, zdrowia, miłości i nadziei...


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Nie tylko to, co w środku...o prezentowych opakowaniach...


    Mówią, że nie opakowanie się liczy, a to, co jest w środku. Ale ile radości może dać to opakowanie. Nie wspominając o nadziei na zawartość ;).
Choć ostatnio czytałam o niematerialnych prezentach i jestem szczerze zafascynowana tym, żeby zamiast realnego przedmiotu otrzymywać i wręczać bony na usługi, ale bynajmniej nie te płatne, ale te, które sami wymyślimy typu np. opieka nad dziećmi rodzeństwa, mycie okien (takie poprosiłabym na cały rok, choć wystarczyłoby dwa razy, bo tyle im potrzeba ;) czy też nauka obsługi programu, to i tak miło byłoby je dostać ładnie owinięte. Chętnie w coś, co później można wykorzystać. Papierowe torebki, pudełka, puszki, miseczki, filiżanki, a nawet łupiny orzeszków :). To co, pakujemy :)?








piątek, 18 grudnia 2015

Z wizytą u Dziadków...do orzechów ;)


    Niesamowite, że będąc tyle razy w Görlitz, ani razu nie weszłam do Weihnachtshaus, którego drzwi dzielnie strzeże dwóch dziadków do orzechów. Do tego ten dom bożonarodzeniowy z tego co pamiętam jest całoroczny ;). Z wystawy zerkają kolejni dziadkowie, a w środku: ręcznie robione, regionalne, drewniane łużyckie świeczniki piramidy. I naprawdę w okresie adwentu przybytek ten  pełny jest nie tylko oglądających, ale i kupujących. Choć pewnie już mało kto nosi je 24 grudnia, jak to dawniej bywało...






a na koniec moja ukochana wystawa i pomysł prosto z wybiegów mody, co zrobić, jak już przyjdzie się choinki pozbyć ;)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Lokalnie i kosmopolitycznie - Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu


    Wrocławski odwiedziliśmy pierwszy raz. Idąc do rynku na skróty odkryliśmy nowe oblicze stolicy Dolnego Śląska. Jarmark też był pełen uroku. Naprawdę cieszy, że nie odbiega jakością od tych, jakie od wielu lat organizują zachodni sąsiedzi. Polski i zarazem kosmopolityczny. Zapamiętam smak alzackiego placka, ciepło światła marokańskich lampionów, lizaki wszystkich kształtów i piękne iluminacje. Zdobione lukrem pierniki. Domki pełne baśni. Sanie zaprzężone w reny.
Nie doczekaliśmy ukończenia lodowej rzeźby, ale i tak było warto.


















Macie czas jeszcze do 22 grudnia. A my, jak Bóg da, to może w przyszłym roku Praga? Kto wie...
Booking.com

sobota, 12 grudnia 2015

Jabłkowa guma do żucia


    Szare papierowe torebki na kaloryferach pełne jabłkowy krążków pieszczotliwie zwane przez Babcię jabłkową gumą do żucia. Smak, którym częstuję się i dziś, wpadając na chwilę i przepadając w babcinej kuchni na dłużej, kiedy to czas nie staje w miejscu, a wręcz cofa się. 
Jestem w powrotem kilkuletnią wnuczką, a ona młodą kobietą, szkicującą na gazetach z głowy wzory kostiumów, sukienek i bluzek,       a potem puszczającą w ruch maszynę do szycia i realizującą te papierowe wizje. W innym miejscu, innym czasie, mogłaby zostać cenionym mistrzem nożyc. W tym życiu jest matką, żoną, babcią, panią domu, krawcową, zielarką-amatorką i wieloma innymi postaciami. Ostrym nożem jak kiedyś tymi nożyczkami wycina kształty z owoców jesieni i zamienia je w suszoną formę. I opowiada.    
O życiu. O wojnie. O ludziach. Czasach, których nie da się wymazać z pamięci, ale które ukształtowały i ją. Czasach, które my postrzegamy jako biało-czarne, a które naprawdę miały wiele odcieni szarości. I smaki. Takie prawdziwe. Nie tylko słodko-gorzkie. Winne, soczyste, zakrawające o gruszkę lub śliwkę. Choć to tylko jabłka...

Przepis na suszone jabłka:
Jabłka myjemy, można wyciąć gniazda nasienne, ale nie trzeba, wraz ze skórką kroimy na cienkie plasterki. Pokrojony plastry układamy na papierze do pieczenia lub zwykłym szarym papierze i przekładamy na kaloryfer, co jakiś czas przekładamy na drugą stronę. Wedle smaku mniej lub bardziej wysuszone wkładamy do papierowych torebek i podjadamy od jesieni do wiosny :)





środa, 2 grudnia 2015

W sklepie z marzeniami...


    Jakiś czas temu, przechodząc obok galerii z rękodziełem mój wzrok przykuła kartka, która mniej więcej brzmiała tak: "Nie kupuj chińszczyzny, kup coś rodzimych wytwórców, wtedy nie będą musieli jechać za pracą za granicę." 
I choć galerii tej już nie ma, a właściciel nie żyje, idea pozostaje żywa. I wciąż są miejsca, które powstają właśnie z nadzieją, że niektórzy podzielają tą myśl...
Zdjęcia zrobione w Hokus Pokus-Miejsce Magiczne.