piątek, 24 lipca 2015

Agatowe Maroko w mieście Lwa


    Lwóweckie Lato Agatowe wpisało się już na stałe do grona największych imprez na Dolnym Śląsku, największych giełd mineralogicznych w Polsce, a niedawno zostało obwieszczone również jako jedna z 30 czołowych giełd mineralogicznych na świecie.
Niezwykła wystawa, a także możliwość zobaczenia i zakupu kamieni i wyrobów z najdalszych i niedostępnych miejsc, ściąga tu zarówno wystawców, jak i kupujących z całego świata. Egipski albaster sąsiaduje z plastrami agatów znajdowanych na polach pobliskich Płóczek Górnych i z innych krańców ziemi, tych naturalnych i tych barwionych (niklem - na kolor zielony, siarczanem miedzi - niebieski... ). Paczuszki niespodzianki z ukrytymi dwoma-trzema kamieniami półszlachetnymi w środku. Monety bite specjalnie na tą okazję. Biżuteria autorska sąsiadująca z koralami goszczącymi na wiejskich festynach. Warsztaty rękodzielniczych maskotek, w których chętnie wzięliśmy udział. I obok sporo tandetnych plastykowych zabawek. Perełka środka i obrzeża kiczu.







Dawniej agaty wplatano koniom w grzywy, by ustrzec je przed upadkiem, dziś warto po nie sięgnąć po prostu dla ozdoby :).









P.S. Tegoroczną wystawę "Minerały Maroka" można w lwóweckim ratuszu nadal podziwiać.
A opuszczając rynek warto zajrzeć do pobliskiego kościoła i wspiąć się na leżące u podnóża Miasta Lwa skałki zwane Szwajcarią Lwówecką ;).
  


czwartek, 16 lipca 2015

Między jawą a snem...ViaThea


  
    Przez 3 dni w roku Görlitz staje się stolicą teatrów ulicznych. Miasto we władanie obejmuje ViaThea. Spektakle odbywają się w różnych miejscach, w różnym czasie, a czasem nawet równolegle. Teatry pantomimy, spektakle światła, wirtuozi różnych muzycznych instrumentów, przedstawienia dla dzieci zacierają granice między jawą a snem, baśnią a rzeczywistością,   
W tym roku lipcowe upalne dni sprawiły, że po teatralne atrakcje ruszyliśmy niemal po zmroku, więc do północy przemykaliśmy od ognistego pokazu tanga po widowisko z ogniem w ręku. Czuliśmy na sobie spojrzenia i Muzy, oddech ViaThea na karku, chłodziliśmy nogi w fontannie, biegaliśmy boso po parzącym, smaglistym asfalcie i goimy odciski do dziś ;).
Było warto ;).


 







piątek, 10 lipca 2015

Bilety od Bosonogiego, wietnamskie świnki i lampiony...św. Marcin po drugiej stronie granicy

    Świętowaliśmy w kręgielni mężowskie urodziny, gdy zorientowaliśmy się, że skądś dobiega znajomy głos. W ten sposób po grze z marszu trafiliśmy na promocję książki Wojciecha Cejrowskiego oraz konkursy, do wzięcia udziału w których jakoś nikt się nie kwapił, a że zadanie nie było zbyt skomplikowane (na szybko napisana z przymrużeniem oka kartka z wakacji), włączyliśmy się do zabawy i oprócz książki z autografem do domu zabraliśmy również naszą wygraną - bilet rodzinny do ZOO w Görlitz, co bardzo mnie ucieszyło, bo jak już kiedyś kiedyś pisałam, to mój ulubiony ogród ze zwierzaczkami, bardziej przypominający przydomową zagrodę niż typowe ZOO z klatkami i wybiegami.
Wejściówki leżały odłogiem niemal pół roku, aż w końcu należało zrobić z nich użytek, a że Dnia św. Marcina nie spędzaliśmy akurat w Poznaniu, padło właśnie na Görlitz
Temperatura iście nie listopadowa, w ogrodzie zoologicznym sami znajomi, aż żal, że u nas takiego nie ma: dostojne pawie, biegające wolno czarne, wietnamskie świnki, wykluwające się kurczaczki i bez oporu dające się szczotkować kozy. Zjazd w wiadrze i buszowanie po wnętrzu szopy z białymi myszkami. 
A potem marsz z lampionami ulicami miasta za dosiadającym konia Marcinem. Koniecznie do powtórzenia ;)